3.11.2013

Rozdział drugi

Wielka Sala świeciła tego dnia swoim własnym blaskiem. Świece wisiały nad wypolerowanymi na wysoki połysk czterema stołami domów, srebrne puchary odbijały ich migoczące płomienie, a gwiazdy na niebie skrzyły się niczym grudki złota z czarnej skale.
Hermiona wstrzymała oddech. Niby była przyzwyczajona do tego widoku, jednak dopiero teraz odczuła tęsknotę, jaką odczuwała przez całe wakacje. Zupełnie, jakby należała do tego miejsca i nigdzie indziej nie miała racji bytu. Bała się myśleć, co nastanie, gdy już skończy się uczyć. Miała przed sobą jeszcze dwa cudowne lata.
Zajęła miejsce przy stole Gryffindoru, a zaraz obok usadowili się Ron i Harry. Rzuciła okiem na głowę Pottera - jej peruka wyglądała całkiem przekonującą, wiedziała jednak, że Mistrza Eliksirów nie zwiedzie, na pewno nie na zbyt długo. Musiała pospieszyć się z zaklęciem albo pogodzić z porażką. Ale to nie wchodziło w grę.
Pierwszoroczni jeden po drugim wkładali na głowy Tiarę Przydziału. Obok niej Ron mruczał coś gniewnie o niepotrzebnych ceremoniałach i pustym żołądku. Nawet nie chciało jej się zwracać mu uwagi, że ma na myśli raczej ceremonię, bo w tym czasie Matthew Donnegall, przyrodni brat Zabiniego został przydzielony do Gryffindoru.
Wszyscy wiedzieli o ich pokrewieństwie. Swego czasu w mediach nazwisko Donnegall było głośne, zwłaszcza przez okrutne morderstwo, którego ofiarą stał się właśnie Matthew senior. Hermiona nadal głowiła się, jakim cudem mężczyźni nadal ulegali pani Zabini. i dlaczego kobieta nadal nosi nazwisko swego pierwszego męża, który nie żył już piętnaście lat. Przecież od tego czasu miała już chyba z czterech kolejnych, nie licząc mężczyzn, których z nią łączono. Żaden związek nie przetrwał zbyt długo.
Wielką Salę ogarnęło poruszenie. Czyżby kolejny Syriusz Black, oderwany od rodzinnej idei? Jego bliźniaczka, Genevieve, zdążyła już wygodnie rozsiąść się przy stole Ślizgonów. Teraz z zaskoczeniem i niezrozumieniem wpatrywała się w twarz osłupiałego brata. McGonnagall musiała popchnąć go lekko w stronę odpowiedniego domu, sam był zbyt zszokowany, by zrobić cokolwiek. Nie tego się spodziewał. Jak z resztą wszyscy inni. Kiedy jednak zszedł z podwyższenia, wszyscy powrócili do własnych spraw, a ceremonia potoczyła się dalszym tokiem.
Wkrótce uczta dobiegła końca, a ona i Ron odprowadzili pierwszaków do Pokoju Wspólnego. Potem w trójkę zasiedli przed kominkiem, na swoich ulubionych fotelach. Dołączyli do nich Neville i Ginny, i razem wymieniali się wrażeniami z wakacji. Wszyscy nadal do łez śmiali się z zielonych włosów Harry' ego i z wypadku, przez który doszło do takiego stanu. Czas płynął szybko i zanim się obejrzeli, było już bardzo późno. Hermiona pożegnała się z przyjaciółmi, ucałowała Harry' ego i Rona w policzki i ruszyła w stronę dormitorium. Jednak koło schodów drogę zagrodził jej niewysoki chłopiec w pidżamie.
- Nie chcę być w Gryffindorze - syknął gniewnie. - Zrobię wszystko, by lew pożałował wybrania mnie na swojego ucznia.

***
Jak widać, święta motywują, nawet jeśli same motywujące do pracy nie są. I tak oto na światło dzienne wychodzi kolejny rozdział. Niezbyt obszerny i może nie ma w nim zbyt wielu rewelacji, ale to przecież sam początek. Od nadmiaru szaleństw może nam się zakręcić w głowach. I żołądkach.
Serdecznie zapraszam na kolejne rozdziały tych, którzy zabłądzą tak daleko, by odkryć na dnie Internetów mój zabłąkany blog.
Pozdrawiam, autorka.

27.10.2013

Rozdział pierwszy

- O mój Merlinie, co ci się stało, Harry? - wykrzyknęła, spoglądając na swojego przyjaciela, którego zazwyczaj czarne włosy zmieniły kolor na wściekło zielony.
- Nie ważne. Nie wnikajmy w szczegóły - odparł, rzucając wściekłe spojrzenie na Rona, zanoszącego się tubalnym śmiechem. - Powiedzmy, że dałem się wrobić tej rudej bandzie. Nigdy więcej wakacji w Norze, przysięgam - dodał poddenerwowanym tonem, jednak uniesiony kącik ust zdradził jego uczucia. - Opowiem ci więcej w pociągu. Gdzie twoi rodzice?
- Tam są, zaraz idę się z nimi pożegnać. - Wskazała ręką na parę zmieszanych dorosłych, przysłuchującym się nieśmiało państwu Weasley. Uśmiechnęła się na widok skonsternowanej miny taty, patrzącego na pana Weasleya z szokiem pomieszanym z niedowierzaniem. - Nie myślałeś o tym, żeby się jakoś zamaskować? Snape mógłby być średnio zadowolony, widząc cię w tym stanie.
- Wręcz przeciwnie, mógłby zabrać nam co najmniej 30 punktów i wlepić szlaban. Mam wrażenie, że śnił o tym przez całe wakacje - sarknął chłopak ze skwaszoną miną. - Muszę przyznać, że trochę liczyliśmy na ciebie. Z Ronem i panią Weasley próbowaliśmy już chyba wszystkiego, oprócz jakiś obrzydliwych robaków, z którymi nie chcę mieć nic do czynienia. Już wolę Snape'a.
Hermiona uśmiechnęła się. Spodziewała się takiej odpowiedzi.
- Postaram się coś wymyślić. Chodź, znajdźmy wolny przedział.
Hermiona pomachała rodzicom i ruszyła za chłopakami, którzy wtaszczyli jej kufer do pociągu. Po dłuższych poszukiwaniach, w końcu znaleźli wolny przedział. Rozsiedli się wygodnie i zaczęli wymieniać wrażeniami z wakacji. Po chwili dołączyli do nich Neville i Luna, tym razem jednak przyjaciołom wcale nie przeszkadzało ich towarzystwo.
- Co będzie z Gwardią Dumbledore' a, Harry? Chyba nie zamierzasz tego porzucić? - zapytał Neville.
- Nie wiem, chłopie, kompletnie nie mam pojęcia. Z jednej strony, Umbridge na pewno szybko nie pojawi się w Hogwarcie, z drugiej... zobaczymy, wszystko okaże się na miejscu. Ale jedno wiem na pewno. Nudno nie będzie - w końcu to Hogwart. - Wszyscy przyznali mu rację. Jednocześnie modlili się, by choć ten jeden rok przebiegł bez większych, zwłaszcza niebezpiecznych, przygód. Żeby choć raz mogli uczyć się i żyć w spokoju. Wiedzieli jednak, że to niemożliwe, zwłaszcza teraz, gdy Voldemort powraca do władzy. Starali się jednak o tym nie myśleć i odprężyć przed ciężkimi chwilami nauki.
- Harry, musimy cię przefarbować! - oświadczyła ze zgrozą Hermiona, gdy ujrzała majaczący w oddali zarys szkoły. - Snape cię zabije, a MgGonnagall wcale nie będzie bardzo oporna.
- Dramatyzujesz. Ale masz rację, trzeba coś z tym zrobić - dodał, przeczesując włosy charakterystycznym gestem.
Hermiona spróbowała kilka najprostszych zaklęć maskujących, a nawet zaryzykowała jednym niekonwencjonalnym, jednak nic nie pomogło. Włosy Harry'ego, jak zielone były, tak zostały. Nabrały jednak wyraźnie zdrowego blasku, co wcale nie poprawiło dziewczynie nastroju.
- Nie mam pojęcia, co robić, Harry - wyznała, siadając z powrotem, w wyrazie bezgranicznej beznadziejności. - Jedynym sposobem wydaje się pozbawienie cię włosów albo założenie czapki. Ale wydaje mi się, że żadna z opcji nie wchodzi na razie w grę, bo czapka będzie zbyt podejrzana, a obcięcie... - Harry spojrzał na przyjaciółkę z niemym błaganiem w oczach.
- Wolę być zielony, niż łysy, Miona, uwierz.
- Do bycia zielonym już się przyzwyczaiłeś, co Potter - zakpił Malfoy. Nikt nie zauważył, kiedy on i jego dwóch nieodłącznych towarzyszy weszło do przedziału, ale wiedzieli, że szybko się natręta nie pozbędą. - Byłoby ci w tej fryzurze niezwykle do twarzy... gdybyś miał inną. - Ślizgoni zarechotali, a Hermiona tylko siłą woli powstrzymała się od wywrócenia oczami. Malfoy tracił klasę.
Blondyn popatrzył na twarze każdego z pasażerów. Byli dla niego mniej ważni niż mucha na szybie, co jednak zawsze kazało mu znaleźć ich i pomęczyć? Czy to furia Weasley' a, która nigdy, przenigdy mu się nie znudzi, czy udawane opanowanie Pottera, czy odraza w oczach szlamy, która jego tylko bawiła? Tego nie wiedział. Jednak te krótkie spotkania urozmaicały jego, dość monotonne, życie. Dawały powiew świeżości i nastoletniej beztroski. Jakże mu tego brakowało. Rzucił jeszcze jeden krzywy uśmieszek, i machnąwszy na Crabbe' a i Goyle' a, opuścił przedział.
Hermiona wypuściła z płuc wstrzymany oddech. Tylko tego wstrętnego kapusia im brakowało. Głowiła się nad problemem Harry' ego, a masyw szkoły zbliżał się coraz bardziej. Jednak w końcu wpadła na genialny pomysł, potrzebowała tylko odpowiedniego zaklęcia i rzeczy do przetrasmutowania.
- Harry, co powiesz na perukę? - zapytała ostrożnie.